Nóż Spyderco Military

C36 Military kontynuuje klasyczną już linię noży składanych Spyderco reprezentowaną przez modele Delica/Endura/Police, jest jednak z nich wszystkich zdecydowanie najbardziej „taktyczny” /cudzysłów niestety konieczny/ i pod wieloma względami oferuje najwięcej. – To chyba wystarczający powód, aby poświęcić mu chwilę?

Obecna na rynku od 1978r. amerykańska firma Spyderco to niewątpliwy potentat a zarazem pionier w produkcji nowoczesnych noży składanych. Wśród wielu innowacji i patentów, których właścicielem jest Spyderco, dwa okazały się szczególnie przełomowe: PocketClip, czyli sprężysty klips umożliwiający przypięcie noża o krawędź kieszeni oraz SpyderHole, czyli otwór pod kciuk w ostrzu, umożliwiający szybkie otwarcie noża za pomocą jednej ręki. C36 Military kontynuuje klasyczną już linię noży składanych Spyderco reprezentowaną przez modele Delica , Endura oraz Police , jest jednak z nich wszystkich zdecydowanie najbardziej „taktyczny” /cudzysłów niestety konieczny/ i pod wieloma względami oferuje najwięcej. – To chyba wystarczający powód, aby poświęcić mu chwilę?

Historia tego modelu zaczęła się w roku 1996, kiedy to wyszła pierwsza wersja Military ze stali ATS-34. Ojcem projektu był Sal Glasser, sam szef firmy Spyderco, zaś filozofia design’u podobno była ponoć następująca: „Gdyby mój syn musiał iść do wojska, to w jaki nóż składany bym go wyposażył?”. Tak czy inaczej projekt okazał się hitem, jednak Sal nie spoczął na laurach. Nóż by ciągle ulepszany, wciąż wprowadzano “kosmetyczne” poprawki rękojeści, głowni, klipsu oraz blokady. W roku 1998 pojawiła się wersja z ekstremalnej, rzadko spotykanej w seryjnie produkowanych nożach stali 440V (obecnie nazywana S60V) wytapianej technologią CPM w hucie Crucible. Kolejny raz dała o sobie znać zasada Spyderco: jak najlepsza jakość za możliwie najrozsądniejsze pieniądze. CPM 440V pod względem trzymania ostrza i agresji cięcia do dziś deklasuje większość typów stali – to już raczej wysokiej jakości węglik spiekany niż stal – niestety ma jedną zasadniczą wadę: CPM440V jest relatywnie krucha, co przy delikatnym profilu w pobliżu czubka głowni Military mogło stanowić pewien problem. Jak się z tym uporano nie obniżając poprzeczki? Zapraszam do zawarcia znajomości z Mili trzeciej generacji, z moim EDC (Every Day Carry, ang. codziennego użytku/noszenia).

Pierwsze wrażenie: Otwieramy estetyczne, wyłożone gąbką pudełko z firmowym pajączkiem, rozkładamy i...hmm, po wzięciu do ręki ten nóż prezentuje się znacznie lepiej niż można było się tego spodziewać po dostępnych w sieci fotografiach – a nieczęsto się to zdarza. Poza tym ciężko uwierzyć, że z czegoś tak lekkiego wylazł tak kawał noża! Rozłożony dorównuje gabarytami mojemu Fällkniven’owi S-1 ze stalą głownią przy masie zbliżonej do Victorinox’a „Hunter”. Elegancka klinga w wykończeniu satin-finish tworzy wraz długą rękojeścią rasową linię fightera. Jednocześnie, co typowe dla Spyderco, jest to nożyk poniekąd „sympatyczny” i nie emanuje brutalnością...taki owczarek niemiecki z psim uśmiechem na pysku. Pamiętajmy jednak, iż Polsce, a po 11 września także na Zachodzie, z dużym nożem składanym wiążą się negatywne stereotypy, tak więc otwierając Military w biurze, na poczcie czy w przedziale PKP nie zawsze można liczyć na ludzką wyrozumiałość.

A teraz mała wiwisekcja: Wysoka głownia o profilu modified-clip-point (prosty „clip” idący przez całą długość grzbietu) mierząca 4 cale, wyprowadzona jest szlifem płaskim-pełnym i oferuje 95mm ciągnącej się niemal płynnym łukiem doskonałej krawędzi tnącej. Głownia u nasady ma dość solidną grubość 4mm i zwęża się ku ostremu jak igła szpicowi do około 1mm. Po bliższych oględzinach jadowity czubek budzi grozę. Ja wybrałem ostrze gładkie, jednak dostępne są też wersje częściowo oraz w całości ząbkowane, a ostatnio także z czarnym pokryciem. Na marginesie trzeba dodać, iż w roku 2005 zmieniono logo na głowni i w miejsce wytrawionego napisu MILITARY pojawił się wspomniany już pająk Spyderco.

Charakterystyczny garb z otworem do otwierania głowni (Spyder-Hole) znak rozpoznawczy firmy, jest od strony rękojeści karbowany pięcioma głębokimi nacięciami i stanowi wygodne oparcie pod kciuk, czyli tzw. Thumb-Ramp. Na dole, za progiem, w głowni wycięta została półokrągła mini-garda na palec wskazujący, pomocna przy wszelkich precyzyjnych pracach. Walory użytkowe geometrii klingi oceniam na 5+. Ale to nie wszystko. W najnowszej edycji Spyderco Military materiał klingi to zahartowana w przedziale 59-60HRC stal CPM S30V – awangardowa, nierdzewna, przeznaczona specjalnie na noże wysokiej klasy.

W sprawie szczegółów warto zajrzeć na stronę producenta tej stali do działu cutlery, tudzież zerknąć na testy porównawcze przeprowadzone na zlecenie Crucible. A w największym skrócie wygląda to następująco: CPM S30V teoretycznie przewyższa odpornością na wykruszenia i złamanie stal narzędziową D2, zaś jeśli chodzi o nierdzewność, najbliższa jest popularnej 440c. Korzystne połączenie, prawda? Prócz tego S30V tępi się około 25% wolniej (odporność na ścieranie) od twardych ATS-34 i 154CM, a jest od nich mniej krucha. Wysoką agresywność cięcia S30V zawdzięcza 4% domieszce wanadu, który w postaci karbidków tworzy na krawędzi tnącej swoistą mikro-piłkę – efekt, który Amerykanie nazywają carbide-contrast. (dla porównania: uważana za całkiem agresywną stal BG-42 zawiera domieszkę 1.2% wanadu). Nóż wyjęty z pudełka był bardzo ostry i oczywiście golił, warto jednak na wstępie zaaplikować mu parę pociągnięć na drobnoziarnistej osełce, gdyż niezbyt precyzyjnie ostrzenie fabryczne to dużo poniżej możliwości, jakie nam daje ta klinga. – A ponieważ micro-serration to tak czy inaczej alterego stali S30V, więc by wydobyć jej drapieżną duszę najsensowniej wykończyć krawędź maksymalnie gładko, wręcz „na lustro”, zwiększając tym samym trwałość ostrza. Kąta ostrzenia zmieniać nie ma potrzeby, standardowy dla Spyderco (nieco poniżej 20 stopni na stronę) gryzie wyśmienicie i jest dobrym kompromisem między ostrością a odpornością na wykruszenia czy zawinięcie krawędzi.

Ergonomiczna, wygięta w łuk rękojeść (spora analogia z Benchmade AFCK / TSEK) ma bardzo prostą budowę i składa się z dwóch połówek z laminatu G10 o średnio szorstkiej teksturze antypoślizgowej połączonych sześcioma śrubami typu torx (po 3 na każdą stronę). Niepokoi Was brak pełnego stalowego szkieletu? Zapewniam, że niepotrzebnie! Okładziny mają ponad 3.5mm grubości, a G10 to przecież nie plastik lecz warstwy sieci włókien szklanych sprasowanych w żywicy. G10 ma znacznie lepszy stosunek wytrzymalości do masy niż stal czy aluminum i nie bez powodu stosowany jest w płatowcach myśliwców odrzutowych.

Prócz tego na grzbiecie mamy 4-centymetrową przekładkę /szczątkowy Back-Spacer/, w którą wchodzą po dwa torx’y na stronę, kolejna para torx’ów ściska między okładzinami stalowy stop-pin, a znajdujący się na końcu rękojeści 4mm nit przelotowy służący do przeciągnięcia linki zabezpieczającej, (tzw. lineyard-hole) otacza od wewnątrz gruba tuleja z aluminium, czyli kolejna przekładka. Dodam jeszcze, że trzpień głowni opiera się po jednej stronie na stalowym linerze blokady i wchodzi między okładziny na ponad 2 centymetry – czyli lepiej niż w niejednym „survivalowym” bowie hiszpańskiego Aitora o stałej klindze. To jest naprawdę sztywne, a minimalny zakres sprężystości laminatu daje tylko pewność, że nic nie pęknie. Prędzej wyłamiesz kawał czubka niż cokolwiek stanie się z rękojeścią i jej połączeniem z głownią, a opisana konstrukcja zapewnia lekkość przy ponadprzeciętnych rozmiarach.

Grzbiet jest półotwarty, co ułatwia czyszczenie – wkładasz pod kran i cześć. Wszystkie zewnętrzne krawędzie są fazowane, więc rękojeść nie jest uciążliwa dla dłoni i pozwala na kilka wariantów chwytu, w zależności od tego, jaką chcesz wykonać pracę. Wycięcie pod palec wskazujący i oparcie pod kciuk pozwalają na bardzo precyzyjne ciecia. Mocny chwyt i profilowane G10 zapewniają bezpieczeństwo przy pracy z pełną siłą, natomiast rozszerzający się koniec i wyprofilowanie pod mały palec umożliwiają uchwycenie rękojeści chwytem szablowym, z palcami z dala od blokady... i ewentualnego noża przeciwnika – zasięg cięć / pchnięć zwiększa się dzięki długiej rękojeści o ładne parę centymetrów. To oczywiście tylko dwa podstawowe warianty, a reszta zależy od osobistych preferencji i potrzeb. Głębokie wycięcie w jednej z okładzin umożliwia wygodnie operowanie blokadą nawet, gdy nosimy rękawice i ta sama uwaga dotyczy też powiększonego do 14mm średnicy Spyder-Hole – to dobry folder na zimę!

Blokada Military to nested-liner-lock, czyli modyfikacja linerlocka autorstwa Spyderco, polegająca na „zagnieżdżeniu” stalowego linera blokady w okładzinie z G10 (patrz: Spyderco Knife Anatomy - dolny szkic, przekrój starszej wersji Military). Ogólnie całość działa bez zarzutu i zamyka się z wyrazistym, suchym "KLAKKK". Trzeba jednak zaznaczyć, iż jak większość blokad tego typu przeznaczona jest zdecydowanie dla osób praworęcznych.

Wracając do konstrukcji: samo skrzydełko blokujące jest tu stosunkowo krótkie i odgina się do blokowania pod dość sporym kątem, co zapewnia pewien wzrost stabilności (sztywności) zwykle osiągany przez znaczne zwiększenie grubości linera lub przez zastosowanie układu mono-lock. Oczywiście do hard-corowych zadań zawsze rozsądniej sięgnąć po wytrzymały nóż z głownią stałą, bo gdy dochodzi do nadużycia foldera ZAWSZE! narażamy cenne palce i nieco mniej cenny nożyk na poważne kłopoty, a efekty naszej desperacji i tak będą raczej mizerne. Jednak w lesie czy w betonowej dżungli różnie to bywa, zaś otwierając Spyderco Military możemy być pewni, że Sal Glasser zadbał, aby wszystko działało na tyle niezawodnie, na ile to tylko w liner-lock’u jest możliwe.

A bezpieczeństwo noszenia? Poprawnie zaprojektowany system z tzw. Detent Ball wystarczająco pewnie trzyma nóż w pozycji zamkniętej – klinga przy składaniu chowa się w rękojeść z wyczuwalnym momentem pracy zapadki kulkowej i stawia w początkowej fazie otwierania wyraźny opór. Ma to też swoje minusy – nóż otwiera się „na dwa takty” (dwa stopnie oporu), a dociskany twardym linerem detent-ball szoruje po trzpieniu spowalniając nieco akcję otwarcia noża. Sama oś chodzi elegancko – łatwo to sprawdzić odginając skrzydełko blokady do rękojeści i pozwalając klindze na swobodny ruch. No niestety, z uwagi na brak wypolerowania pracujących ze sobą elementów i twardości zastosowanego linera daleko mechanice Military do płynności działania chociażby do noży firmy Benchmade z blokadą axis-lock lub Cold Steel z ultra-lock. Z drugiej strony twardy liner to większa sztywność a tym samym niezawodność blokady.

Czarny klips z hartowanej stali nierdzewnej przytwierdzony jest do rękojeści za pomocą trzech śrub, które okalają śrubę imbusową osi głównej, tworząc wokół niej rodzaj trójkątnego stalowego kołnierza – solidne rozwiązanie i pomaga przy wyciąganiu z kieszeni. Wbrew pozorom śruby te nie są wkręcone jedynie w G10, lecz dochodzą końcami do stalowego linera, w którym też pracuje wspomniana oś. Co ważne, klips dobrze komponuje się z ergonomą rękojeści i nie pogarsza zbytnio chwytu. Mój jest całkiem znośnie wykończony, nie kaleczy ręki, nie pruje ubrania – piszę “mój”, bo czytałem też niepochlebne opinie o klipsach Military. Na klipsie wybity jest pajączek spyderco i numery patentu. Jedyne, do czego można się przyczepić to, że ze śrubek ściera się czarna emalia – dla mnie to drobnostka, w niczym nie przeszkadza, a nawet dodaje klimatu. Klips umieszcza w kieszeni złożony nóż czubkiem w dół (tip-down-carry) i raczej niezbyt głęboko – spora część Mili (ta od strony osi) wystaje, co pozwala na łatwe i szybkie dobycie noża z kciukiem w pobliżu SpyderHole. Oczywiście patrząc na to z drugiej strony cierpi na tym dyskrecja noszenia.

Głownia, blokada, klips, dwa kawałki z G10...cholera, nic tu już więcej nie ma. No cóż, nożowa surowizna, żadnych bajerów, ani ukrytej zapalniczki, ani nawet kompasu ;-) A skoro to proste narzędzie dla prostych facetów, zobaczmy jak się spisuje w roli noża Every Day Carry.

Bartosz Brycki

Lornetki
Miecze
Latarki
Scyzoryki